fragment(?)Mia?am wtedy dwadzie?cia sze?? lat, tytu? magistra oraz ca?? fur? wiary i nadziei, z której kto? niepostrze?enie wyprz?g? konia. Od momentu sko?czenia studiów mój wrodzony optymizm stawa? si? powoli czym?, co nadawa?o si? jedynie do rozbicia o kant owalnej cz??ci cia?a, któr? do dzi? mam i bez wstydu nosz?. Krótkie acz bolesne dla ka?dego homo sapiens s?owo b r a k zdominowa?o wtedy moje ?ycie i zredukowa?o je do miernej egzystencji. Tylko skrót MGR przed nazwiskiem rozwija? si? ironicznie w: M a s z G ? u p o l u R o z u m. Tego rzeczywi?cie mi nie brakowa?o i ?a?owa?am, ?e by?o ca?kowicie niewymienialne nawet na nielicz?ce si? w ?wiecie z?otówki.Powtarza?am sobie wtedy cz?sto jak normalny, rozs?dny cz?owiek, ?e przecie? pieni?dze szcz??cia nie daj?, ale co? mi wci?? burzy?o spokój ducha, szepcz?c inn? ?yciow? prawd?, ?e teoria nie zawsze pokrywa si? z praktyk? i ?e najlepiej t? istotn? kwesti? ?yciow? sprawdzi? na w?asnej skórze. B?d?c osob? zapobiegliw?, bra?am pod uwag? istot? bogactwa uczuciowego jako wymierny i zadowalaj?cy zamiennik. To jednak te? nie by?o zbyt oczywiste w moim ?yciu, gdy? m??czyzna mojego serca nie by? w?a?ciwie do wzi?cia. Powód by? prosty co najmniej jak drut kolczasty.Mama Jacka, paranoicznie zazdrosna wdowa na rencie, potrzebowa?a stale troskliwego ramienia syna i kogo?, kto by potulnie zjada? jej t?uste golonki w kapu?cie na kolacj? i mleczne zupki na ?niadanie. Twierdzi?a, ?e ja nigdy nie zaopiekuj? si? jej jedynym pupilkiem wystarczaj?co dobrze, bo jestem (cytuj?): ?mi?dzy innymi za chuda i w ogóle?. Nigdy nie sprecyzowa?a, co to ?mi?dzy innymi? i ?w ogóle? oznacza?o. Zawsze, kiedy otwiera?am polemicznie usta, natychmiast wznosi?a dramatycznie r?ce ku niebiosom jak królowa Gertruda zawodz?ca do Hamleta. Osuwa?a si? jeszcze teatralnie na kanap?, wo?aj?c: ?Dla ciebie to lepiej, ?ebym ju? umar?a!?. Kiedy próbowa?am zaprzecza?, zmienia?a najcz??ciej pozycj? i epok?. I ju? wyziewaj?cym ducha g?osem Danu?ki Jurandówny dodawa?a: ?Mój ci on! Mój synek najukocha?szy! Ty nie porzucisz umieraj?cej matki, prawda? Ju? wiele ?ywota mi nie zosta?o na tym ?wiecie!?. Cz?ste powtarzanie tak tragicznej dla kochaj?cego syna przepowiedni musia?o pozostawi? trwa?e ?lady w psychice wra?liwego jedynaka. Ja po jakim? czasie przywyk?am do tego, ale Jacek nie. Zawsze w takim momencie robi? si? blady i dr??cym g?osem zapewnia?, ?e jej zdrowie jest najwa?niejsze i ?e wszystkie problemy jako? si? rozwi???. Musz? przyzna?, ?e bycie problemem nie wp?ywa?o pozytywnie na moje poczucie warto?ci. Cierpia?am, a przecie?, je?li pani psycholog (ta od mojego Daniela) mia?a racj?, wystarczy?o wprowadzi? w nasze ?ycie t? nieskomplikowan? zasad? bycia do siebie podobnym. Co ja mówi?! Podobnym? Przecie? do mamy Jacka nie mo?na si? by?o ot, tak upodobni?. To wymaga?o niemal zmian ewolucyjnych. Hmm? wydawa?oby si?, ?e m?dre i sprawdzone zasady powinny by? przede wszystkim proste. A mo?e jednak by?am czepiastym problemem? Gdybym jednak??Gdybym?? Nie, nie chcia?am po tylu latach znowu gdyba?. (?)
D a n a P a r y s-W h i t e
© Dana Parys-White, July 2008
"EMIGRANTKA Z WYBORU"
PROZA / STORIES